Udajemy, że jesteśmy ludźmi
Jacek Kost

W war­szaw­skiej Za­chę­cie od 19. grud­nia moż­na oglą­dać wy­sta­wę pod ty­tu­łem „W­szyst­kie stwo­rze­nia du­że i ma­łe”. Przed­sta­wio­no pra­ce o te­ma­ty­ce zwie­rzę­cej, gdzie czło­wiek usu­nął się na bok, by zro­bić miej­sce in­nym isto­tom. Acz­kol­wiek na­le­ży pa­mię­tać, że wszyst­kie re­a­li­za­cje są wy­ko­na­ne przez lu­dzi i ich (na­sza?) wi­zja jest na­dal w miej­scu cen­tral­nym.

Na wy­sta­wie udo­stęp­nio­no pu­blicz­no­ści mię­dzy in­ny­mi styg­ma­tycz­ny świat Bo­gny Bur­skiej, sur­re­ali­stycz­no­-p­sy­cho­de­licz­ne eks­po­na­ty Ola­fa Brze­skie­go, czy też ob­ra­zy Ma­cie­jow­skie­go. Jed­nak nie tyl­ko, wy­stę­pu­ją rów­nież pra­ce ar­ty­stów za­gra­nicz­nych: Joh­na Boc­ka, Er­wi­na Wur­ma – z nie­miec­kich i au­striac­kich ga­le­rii. Ca­ło­ści to­wa­rzy­szą wy­kła­dy i fil­my, któ­re tak jak sama wy­sta­wa, róż­nie trak­tu­ją o zwie­rzę­tach: od uję­cia opi­so­we­go i wpły­wu na „świat ludz­ki” do zwy­czaj­nie in­stru­men­tal­ne­go.

Gdzieś po­mię­dzy tym wszyst­kim la­wi­ru­je To­masz Wa­ni­ma. Po­stać ma­ło zna­na, ale na pew­no ar­cy­cie­ka­wa, szcze­gól­nie dla lu­dzi nie­za­zna­jo­mio­nych z jego dzia­łal­no­ścią. Od 1997 roku, po prze­rwa­nych stu­diach na Wy­dzia­le Ma­lar­stwa i Rzeź­by Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych we Wro­cła­wiu, zaj­mu­je się, jak to sam okre­ślił: „per­ma­nent­nym per­for­man­cem nie­zau­wa­żal­nym”. O swo­jej „fi­lo­zo­fii sztu­ki”, „sz­tu­ce ży­cia”, czy też „fi­lo­zo­fii ży­cia” wy­łusz­cza, w wy­da­nym dwa lata temu przez Ga­le­rię O „Ma­ły­m-du­żym ma­ni­fe­ście”. W owej książ­ce, oprócz peł­nej do­ku­men­ta­cji prac od koń­ca lat 90–tych, za­wie­ra­ją­cej dzia­łal­ność cha­ry­ta­tyw­no­-ar­ty­stycz­ną w Stras­bur­gu i Lyonie, pro­jek­ty pu­blicz­ne w Mal­mö i przez ostat­nie dwa lata, w Wil­nie, skąd wró­cił do ro­dzin­ne­go Wro­cła­wia. Do­stęp­ny jest rów­nież wspo­mnia­ny ma­ni­fest. Za zgo­dą au­to­ra przy­ta­czam frag­ment, by bli­żej zro­zu­mieć jego świa­to­po­gląd: „In­spi­ru­ję się ży­ciem i ży­cie samo na­tar­czy­wie mnie in­spi­ru­je. Je­stem zlep­kiem. Zlep­kiem li­be­ra­li­zmu Ada­ma Smi­tha i styg­ma­tów post­so­wiec­kich, po­łą­cze­niem sztu­ki uli­cy z naj­więk­szym in­te­lek­tu­al­nym wy­uz­da­niem. Za każ­dym ra­zem, kie­dy uświa­da­miam so­bie mno­gość my­śli, któ­re mnie od wie­ków two­rzą ogar­nia mnie bło­gi spo­kój”. Naj­now­szy per­for­men­ce to­wa­rzy­szy wy­sta­wie w Za­chę­cie, jego ty­tuł to „In­stynkt”, cho­ciaż jak sam ar­ty­sta twier­dzi, ty­tuł jest tyl­ko na­ro­ślą. Spo­tka­łem się z ar­ty­stą w holu głów­nym, by do­wie­dzieć się wię­cej o jego ostat­niej dzia­łal­no­ści i zo­sta­łem od­pra­wio­ny z kwit­kiem, po­nie­waż: „mo­ja dzia­łal­ność się dzie­je, jak zo­sta­nie ukoń­czo­na to ją sko­men­tu­ję”, ale po chwi­li do­wie­dzia­łem się, że zo­sta­łem po­trak­to­wa­ny „miesz­czań­skim gru­biań­stwem”.

W „In­stynk­cie” cho­dzi o co­dzien­ny spa­cer po Za­chę­cie, kon­kret­nie po holu głów­nym. Wa­ni­ma przy­by­wa tam mniej wię­cej o tej sa­mej po­rze, oko­ło dru­giej po po­łu­dniu i prze­by­wa tam nie­ca­ły kwa­drans. Spa­ce­ru­je chwi­lę, cza­sem niby czy­ta lub prze­glą­da fol­der in­for­ma­cyj­ny. Jak sam mó­wi przy­cho­dzi co­dzien­nie, oprócz po­nie­dział­ków, kie­dy to Za­chę­ta jest za­mknię­ta, więc oglą­da ją i spa­ce­ru­je wo­kół bu­dyn­ku. Cza­sem zda­rza mu się spóź­nić na wy­ty­czo­ną go­dzi­nę przez za­stój w ko­mu­ni­ka­cji miej­skiej, ale uzna­je, że jest to wpi­sa­ne w ca­łą ak­cję. Uzu­peł­nia­ją­cym ele­men­tem jest wy­da­nie ci­che­go zwie­rzę­ce­go dźwię­ku, kie­dy wej­dzie do holu – co­dzien­nie in­ne­go ga­tun­ku. „Cza­sem jest to kos, a cza­sem ma­kak. Mu­sia­łem po­czy­nić dłu­gie przy­go­to­wa­nia, że­by się nie po­wta­rzać. Wy­sta­wa trwa przez 60 dni”.

Po­mysł wy­da­je się tra­fio­ny, Wa­ni­ma wcie­la się w zwy­kłe­go miesz­kań­ca mia­sta – ubra­ny tak jak wszy­scy, idzie dro­ga­mi wy­ty­czo­ny­mi przez in­fra­struk­tu­rę miej­ską. Tra­sa i za­cho­wa­nia, są uza­leż­nio­ne od obec­no­ści w gru­pie tak, jak bli­sko sto lat temu, pi­sał o tym Le Bon, a po­tem roz­wi­nę­li to psy­cho­lo­go­wie spo­łecz­ni. Wszyst­ko jest na swo­im miej­scu, w wiel­kim eko­sys­te­mie. Za­py­ta­łem go, w ta­kim ra­zie, gdzie tu jest zwie­rzę, gdzie jest dla nie­go miej­sce? „Ca­ły ten układ naj­prost­szych za­cho­wań za­war­tych w jed­nym dzia­ła­niu, ta za­mia­na w eve­ry­ma­na, po­ka­zu­je, że dzia­ła­my tak jak zwie­rzę­ta, że uda­je­my, że je­ste­śmy ludź­mi. Dla­te­go wy­da­ję ten zwie­rzę­cy dźwięk. Cza­sem się za­po­mi­nam i zo­sta­ję czło­wie­kiem: bo­ję się, że pani ka­sjer­ka po pew­nym cza­sie bę­dzie uwa­ża­ła mnie za ter­ro­ry­stę albo, że je­stem nie­mi­ły w tło­ku i to mnie uwie­ra, tu­taj ta ‘ludz­ka ma­try­ca’ mnie prze­ra­ża”.

War­to za­uwa­żyć tego skrom­ne­go ar­ty­stę o nie­spo­ży­tym po­ten­cja­le, któ­ry wy­wra­ca wszyst­ko do gó­ry no­ga­mi, ale po ci­chu. Jego sto­su­nek do zwie­rząt, to sto­su­nek do nas, jak do ko­lej­ne­go ga­tun­ku, ale czy na pew­no? „Na wy­sta­wie zwie­rzę jest w punk­cie cen­tral­nym, ale to tyl­ko ma­gia sztu­ki. Ja za­wsze mam przy so­bie świersz­cza w pu­deł­ku po za­pał­kach. Tyl­ko że on ni­gdy nie wy­dał dźwię­ku, prze­stra­szył się lu­dzi, jest nami prze­ra­żo­ny”.

JK, kwiecień 2010