Taktycznie i taktownie
Jacek Kost

Wy­da­wa­ło się, że nie ma w tym nic nad­zwy­czaj­ne­go. Sierp­nio­wa du­cho­ta, ty­po­wy whi­te cube. W środ­ku tyl­ko kil­ku Niem­ców, w krót­kich spoden­kach, bia­łych skar­pet­kach i Sla­zen­ge­rach.

Pra­ce „o­gór­ko­we” jak se­zon, w któ­rym przy­szło im za­wi­snąć, na ga­le­ryj­nej ścia­nie. Kil­ka­na­ście ob­ra­zów, trzy in­sta­la­cje i po­kaz wi­deo. Ku­ra­tor pró­bo­wał po­łą­czyć, nie­przy­sta­ją­ce do sie­bie, ni for­mal­nie, ni kon­cep­cyj­nie, obiek­ty, na­ro­do­wo­ścią ar­ty­stów. Chwyt co naj­mniej sła­by, wart uwa­gi szo­wi­ni­stycz­nych drob­no­miesz­czan, pierw­szych de­kad XX wie­ku. Clo­se To Eve­ry­thing But Far From Or­di­na­ry, fran­cu­skie od­kry­cia — zgrab­ny ty­tuł wy­sta­wy zo­stał­by czy­stą so­cjo­tech­ni­ką, gdy­by nie dwie kom­po­zy­cje fak­tu­ral­ne, ge­nial­nie eks­po­no­wa­ne w prze­strze­ni. Wy­do­by­te na­tu­ral­nym świa­tłem, z sza­rzy­zny po­miesz­cze­nia. De­tal tech­nicz­ny, znacz­nie po­pra­wił re­cep­cję dzie­ła.


Michael de Infiltrat Morskie Oko 2009

Mi­cha­el de In­fil­trat jest mło­dym, współ­cze­snym ar­ty­stą, po­cho­dzą­cym z po­łu­dnio­wej Fran­cji. Obec­nie miesz­ka i two­rzy w Ber­li­nie. Te­go­rocz­ne, jesz­cze „świe­że” pra­ce z se­rii Pla­ces, są wiel­kim za­sko­cze­niem, po­szu­ku­ją­cy i uzna­ny, mło­dy au­tor, zwra­ca uwa­gę na za­kon­ser­wo­wa­ne me­dium ma­lar­skie. Szczę­śli­wie, owa fa­na­be­ria, nie spo­wo­do­wa­ła za­ła­ma­nia ka­rie­ry, a na­wet wie­lu spe­cja­li­stów z bran­ży, skłon­nych jest przy­pi­sać zmia­nie, de fac­to, de­kon­stru­ują­cej wcze­śniej­sze dzia­ła­nia ar­ty­sty, wzrost zna­cze­nia na­zwi­ska wśród eu­ro­pej­skich, a szcze­gól­niej azja­tyc­kich ko­lek­cjo­ne­rów.

Nad­zwy­czaj rzeź­biar­ska, za­ra­zem ko­he­rent­na ma­te­ria płó­cien, spra­wia wra­że­nie, wręcz nie­moż­li­wej do stwo­rze­nia, przy uży­ciu far­by. Prze­strzeń, czę­ścio­wo za­zna­czo­na je­dy­nie sub­tel­nie prze­ni­ka­ją­cy­mi się to­na­mi, w klu­czo­wych par­tiach pię­trzy się, w nie­spo­ty­ka­nej, kil­ku­cen­ty­me­tro­wej, fak­tu­rze. Jed­nak zbyt świa­do­my jest de In­fil­trat, aby od­dać się, je­dy­nie warsz­ta­to­wym i es­te­tycz­nym, aspek­tom sztu­ki. Prze­my­śla­na gra, ar­ty­sty z wi­dzem, po­le­ga na spe­cjal­nym po­dej­ściu do re­ali­zmu, tak po­pu­lar­ne­go, moż­na po­wie­dzieć mod­ne­go, w mło­dym ma­lar­stwie ostat­nich lat. To już na­wet nie re­alizm, lecz skraj­ny we­ryzm. Nie cho­dzi tu o za­su­ge­ro­wa­ny ty­tu­ła­mi (Pej­zaż zie­lo­nyMor­skie Oko), przed­sta­wie­nio­wy cha­rak­ter dzieł. Sam pro­ces, nada­wa­nie for­my, z wiel­kim wy­czu­ciem ma­te­rii ma­lar­skiej, to czy­sty re­alizm. Zu­peł­nie, jak­by ka­mien­na pły­ta przy­kle­jo­na ce­men­tem do ścia­ny zo­sta­ła bru­tal­nie ze­rwa­na, przy­własz­cza­jąc frag­men­ty sub­stan­cji, spa­ja­ją­cej ją z mu­rem. Wi­ta­lizm w in­te­lek­tu­al­nej for­mie.


Michael de Infiltrat Pejzaż zielony 2009

Od­kry­cie na nowo, wy­pa­tro­szo­ne­go la­mu­sa rze­czy­wi­sto­ści, przy­no­si cza­sem nie­skon­su­mo­wa­ną jesz­cze ja­kość. Choć, moż­li­we jest ono je­dy­nie przy wiel­kiej czuj­no­ści i sa­mo­dy­scy­pli­nie, ar­ty­sty nie tyl­ko wie­dzą­ce­go, ale wie­dzą­ce­go ina­czej.

JK, grudzień 2009