Nienawidzę Holocaustu
Janek Nowak

Po­rzą­dek dys­kur­syw­ny w kul­tu­rze bra­ku jest za­wsze względ­ny. Szcze­gól­nie gdy do­ty­ka się pro­ble­mów naj­bar­dziej ak­tu­al­nych. Wła­śnie ta­kim jawi się te­raz, po sie­dem­dzie­się­ciu la­tach od za­ist­nie­nia, Ho­lo­caust. Dzie­je się to za spra­wą po­ko­leń ar­ty­stów wy­cho­wa­nych w in­nych re­aliach i nie­mo­gą­cych pa­mię­tać tam­tych wy­da­rzeń. Jak się oka­zu­je, trau­ma pierw­szej po­ło­wy ze­szłe­go stu­le­cia od­ży­wa te­raz, uka­zu­jąc, jak wiel­kie pięt­no od­ci­snę­ła na su­mie­niu czło­wie­ka na­szych cza­sów.

Jed­na z gwiazd mło­dej sce­ny ber­liń­skiej – Georg Ste­in­berg nie­miec­ki ma­larz kon­cep­tu­al­ny, tak opo­wia­da o swo­jej pra­cy przed­sta­wio­nej pierw­szy raz szer­szej pu­blicz­no­ści na ostat­nich tar­gach w Ba­zy­lei: „Pro­jekt ‘Nie­na­wi­dzę Ho­lo­cau­stu’ jest moim hoł­dem dla mi­lio­nów lu­dzi, któ­rzy zgi­nę­li w obo­zach za­gła­dy. Pra­ca po­wsta­ła w ra­mach po­by­tu re­zy­den­cyj­ne­go w War­sza­wie. Cho­dząc po uli­cach nie­ist­nie­ją­ce­go get­ta od­czu­wa­łem ja­kiś brak, mia­łem wra­że­nie że je­stem w epi­cen­trum ‘kul­tu­ry bra­ku’. Za­sta­na­wia­łem się jak mó­wić o lu­dziach, o świe­cie, któ­rych nie ma. Przy­tła­cza­ła mnie myśl o nie­ist­nie­niu, któ­ra spa­ra­li­żo­wa­ła kom­plet­nie moje po­czy­na­nia. Zde­cy­do­wa­łem się jako ma­larz na naj­bar­dziej ra­dy­kal­ny krok, na jaki by­ło mnie stać”.

Za­iste, ar­ty­sta za­sto­so­wał za­bieg o tyle prze­wrot­ny, co zna­mien­ny w skut­kach. Usu­nął ze swe­go tra­wer­su kon­tekst ma­te­rial­ny, w po­sta­ci obiek­tu. Ema­na­cją tego pro­jek­tu jest osta­tecz­ne wpi­sa­nie go w dys­kurs kry­tycz­ny za po­mo­cą ogra­ni­cze­nia je­dy­nie do ty­tu­łu.

„Brak cze­goś, nie­za­leż­nie od tego, czym to mia­ło­by być, jest za­wsze ak­tu­al­ny, jest za­wsze ‘te­raz’. Brak pa­mię­ci, brak chle­ba, brak Ży­da jest tak samo re­al­ny, jak brak ty­tu­łu, lub brak tego, co ty­tu­ło­wa­ne ma być” – opo­wia­da Ste­in­berg. Za­ha­cza tym sa­mym o pa­ra­dyg­mat ko­gni­tyw­ny, de­mi­to­lo­gi­zu­jąc ja­kie­kol­wiek od­nie­sie­nie. Re­la­cja jest tyl­ko jed­na – mia­no­wi­cie jej brak. Jed­no­cze­śnie wszel­kie amal­ga­ma­ty we współ­cze­sno­ści wy­ra­ża­nej i kształ­to­wa­nej przez sztu­kę, zo­sta­ją spro­wa­dzo­ne do pust­ki. Jest to pust­ka za­rów­no hi­sto­rycz­na, jak i mi­to­lo­gicz­na. W tej pra­cy gra­ni­ca mię­dzy mi­tem a obiek­tyw­ną hi­sto­rią zo­sta­je uzna­na jako bez­za­sad­na.

Klaus Hof­f­man, je­den z trzech ku­ra­to­rów za­pro­szo­nych do jury pre­sti­żo­we­go kon­kur­su „YEA Aw­ard”, w któ­rym Ste­in­berg uzy­skał gran­d-prix, wpi­su­je „Nie­na­wi­dzę Ho­lo­cau­stu” w dys­kurs wschod­nio­eu­ro­pej­skiej tra­dy­cji awan­gar­dy za­an­ga­żo­wa­nej: „Pra­ca re­pre­zen­tu­je okre­ślo­ną pod­mio­to­wość w śro­do­wi­sku cen­tro­le­wi­cy, w ob­rę­bie któ­rej dia­lek­ty­ka mark­si­stow­sko­-bur­żu­azyj­na uzy­sku­je peł­nię”.

Tłu­ma­czy to tak­że mil­cze­nie pol­skiej opi­nii pu­blicz­nej i swoj­skie­go ar­tworl­du, któ­ry po­nie­kąd za­ata­ko­wa­ny ra­dy­kal­ną pro­po­zy­cją ar­ty­sty, ze­słał go na mar­gi­nes na­da­jąc ła­tę „pro­win­cjo­nal­ne­go prze­śmiew­cy”. Jed­nak sy­mul­ta­nicz­ne po­wsta­wa­nie na ro­dzi­mym grun­cie prac po­dob­ne­go po­kro­ju, w któ­rych te­mat, treść i wy­mo­wa na­wią­zu­ją i w ra­dy­kal­ny spo­sób in­ter­pre­tu­ją Ho­lo­caust jako „trau­mę współ­cze­sną”, daje do my­śle­nia. Rów­nież zna­czą­cym jest, że pro­blem ten po­dej­mo­wa­ny przez pol­skich ar­ty­stów, ujaw­nia je­dy­nie po­wierz­chow­ność spoj­rze­nia. Sie­dem­dzie­siąt lat po woj­nie, Po­lak do Ho­lo­cau­stu wciąż nie do­rósł, dla­te­go tak go to boli.

Cóż, smut­na kon­klu­zja jest taka, że Ho­lo­caust nie po­wi­nien w ogó­le się wy­da­rzyć, nie po­win­no go być. Wte­dy i Ste­in­berg mógł­by ma­lo­wać, i pol­ski ar­ty­sta zrzu­cić krwa­wy płaszcz szlach­ci­ca.

Ga­ze­ta Wy­bor­cza od­mó­wi­ła pu­bli­ka­cji te­kstu ze wzglę­du na rze­ko­me tre­ści an­ty­se­mi­ckie.

JN, listopad 2010